Fragment Prologu Ogólnego

Była też pewna PANI Z BATH, niemłoda,
Trochę przygłucha niestety, a szkoda.
A gdy co szyła, taką miała wprawę,
Że nie masz lepszej od Ypres po Gandawę.
Ledwie parafia się podniosła cała,
Pierwsza do stołu pańskiego ruszała,
A jeśliby się zdarzyło inaczej,
To gniewna była, że strach mówić raczej.
Chust delikatnych miała chyba z tysiąc.
Funtów ważyły z dziesięć, mógłbym przysiąc,
Te, co w niedziele wkładała na głowę.
Obuwie miała miękkie, całkiem nowe.
Nogi w pończochy szkarłatne wtulone,
A lico śmiałe, ładne i czerwone.
Zacna kobieta zaprawdę i miła.
Pięciu w swym życiu mężów poślubiła,
Nie licząc mężczyzn, co miała za młodu.
Nie czas takiego tu jednak wywodu.
Rozliczne w życiu pokonała rzeki,
Niejeden kraj też zwiedziła daleki.
Wszak w swoim czasie bywała i w Rzymie,
Po trzykroć była też w Jerozolimie.
I w galicyjskim Santiago, w Bolonii,
Bywała także nawet i w Kolonii.
Wiele zaznała w swym życiu wojaży.
Między zębami, każdy zauważy,
Szczelinę miała. Dziarsko bez wysiłku
Na małym koniu siedziała na tyłku
W schludnej podwice. Kapelusz na głowie
Wielki jak puklerz, tarcza co się zowie;
Suknia skrywała jej biodra i nogi.
Przy obu piętach zaś ostre ostrogi.
A w towarzystwie lubiła uciechy,
Bo żarty się jej imały i śmiechy.
Pewnie remedium też na miłość znała,
Nie obca bowiem jej ta sztuka cała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *